OUR VISUAL STORY, CZYLI HISTORIA NOWEGO SKLEPU WOOLBIES
OUR VISUAL STORY, CZYLI HISTORIA NOWEGO SKLEPU WOOLBIES

Czy któraś lub któryś z Was czytających ten artykuł miał kiedyś sposobność stworzyć własną markę od podstaw? Chodzi tu o opracowanie każdego produktu od zera, począwszy od znalezienia surowców, przez zaprojektowanie wyglądu każdego z produktów, znalezienie wykonawców dla każdego z etapów produkcji, po identyfikację wizualną marki, promocję, sprzedaż produktów i właściwe rozliczanie tej sprzedaży. Otóż my robimy to pierwszy raz w życiu i czasem żartujemy, że gdybyśmy wiedziały wcześniej, ile to wymaga zaangażowania, wytrwałości i różnorakich umiejętności, wówczas decyzja o założeniu marki, i to marki produkującej niszowe rzemieślnicze produkty, nie przyszłaby nam tak łatwo. Oczywiście dziś wiemy, że za nic nie zamieniłybyśmy tych wszystkich cennych, zebranych już doświadczeń, ale nie o tym będzie ten artykuł.

Nasza marka powstała z silnego przekonania, że nasz produkt jest potrzeby na polskim rynku i że będzie realnie pomocny rodzicom, którzy wyznają takie wartości jak my. Gdy po wielotygodniowych poszukiwaniach znalazłyśmy idealny, certyfikowany materiał oraz wykonawców, którzy stworzyli dla nas z niego wysokiej jakości produkt, myślałyśmy, że najtrudniejszą część pracy mamy za sobą. Przecież produkt tak funkcjonalny, bezpieczny, opracowany z dbałością o każdy szczegół i uczciwością względem kupującego musi się obronić, prawda? Wtedy nie wiedziałyśmy, że to dopiero początek naszej drogi.

Żadna z nas nie jest zawodowym grafikiem, fotografem, projektantem. Nie mamy też wykształcenia w zakresie jakichkolwiek innych sztuk wizualnych. Nie jesteśmy specjalistkami od marketingu, promocji czy budowania marki. Wydawało nam się jednak, że jeśli będziemy w naszym przekazie prawdziwe i będziemy pokazywać, że same żyjemy i wychowujemy nasze dzieci w taki sposób, do jakiego zachęcamy innych, to stopniowo przekonamy do siebie odbiorców naszych produktów. Miałyśmy przecież swoje amatorskie, ale autentyczne zdjęcia na profilach społecznościowych i nasz prosty, ale przejrzysty sklep. Myślałyśmy, że nic więcej nie potrzeba.

Otóż dzisiejszy nasycony już rynek oczekuje czegoś więcej. Nie raz usłyszałyśmy gorzkie słowa o tym, że „nasze treści nie mają potencjału marketingowego”, „nasze zdjęcia są niewystarczające” i tak dalej…  Jednocześnie, uparcie nie zgadzałyśmy się, aby ktoś zapakował nas w sreberko i owinął kokardką tylko po to, aby zebrać więcej lajków na Facebooku, obserwujących na Instagramie, czy uzyskać więcej wejść do sklepu. Zaczęłyśmy jednak odczuwać potrzebę, by nasz przekaz był bardziej czytelny dla naszego odbiorcy, by lepiej opisywał to, co i dlaczego robimy. Chciałyśmy, aby ktoś opowiedział NASZĄ historię.

Nasza marka jest mocno związana ze Szczecinem - miastem, gdzie mieszkamy. Tu pracujemy, tu pierwszy raz wystawiłyśmy nasze produkty na miejscowym bazarze i spotkałyśmy się z ich przyjęciem, które dało nam wiarę w nasze marzenia. To w lokalnej małej szwalni powstają nasze ubrania. Nie wyobrażałyśmy sobie więc, aby gdzie indziej szukać osób, które mogłyby nam pomóc w kolejnym etapie budowania naszej marki. Byłyśmy przekonane, że właśnie tu znajdziemy osoby ze wszystkimi umiejętnościami i talentami, których potrzebujemy. Oczywiście Szczecin nie zawiódł nas i tym razem.

Nasze kroki w naturalny sposób zwróciły się w stronę lokalnej mekki takich talentów - Centrum Przemysłów Kreatywnych (CPK) Akademii Sztuki w Szczecinie. Byłyśmy pod wrażeniem całościowego podejścia do wizji identyfikacji naszej marki, która powstała podczas interdyscyplinarnych spotkań i która została wcielona w życie przez grafika CPK. Tak powstał szkielet naszego nowego serwisu. Potrzebowałyśmy jeszcze czegoś, co go ożywi. Potrzebowałyśmy serca naszego sklepu.

Już od miesięcy dobrze wiedziałyśmy, gdzie zwrócić się w tej kwestii. To MUSIAŁA być szczecińska agencja This is visual story. Od wielu miesięcy przyglądałyśmy się efektom ich prac dla innych marek i wiedziałyśmy, że to im musimy powierzyć najważniejszą część naszej metamorfozy. W końcu ich zdjęcia lądowały już na łamach polskiego Vogue`a… Wiedziałyśmy, że albo oni, albo nikt. Gdy przyjęli nasze zlecenie, ruszyła machina przygotowań do pierwszej w pełni profesjonalnej sesji w historii naszej marki. Rozpoczęło się wybieranie modeli, z których część przeszła nawet przez sito zdjęć próbnych. Następnie przyszła kolej na wielogodzinną pracę przy opracowywaniu stylizacji dla naszych modeli i zamawianiu dla nich ubrań w naszej szwalni (niektórzy mieli rozmiary niedostępne dotychczas w naszej kolekcji). W dalszej kolejności, przyszedł czas na dobór i stworzenie rekwizytów, wybór lokacji i wystąpienie o wszelkie stosowne zgody na fotografowanie, stworzenie harmonogramu sesji… Zadaniom nie było końca. Dzień przed sesją, po kilkutygodniowych przygotowaniach, miałyśmy plan sesji m. in. ze szczegółowym harmonogramem pracy stylistki i czasu pojawiania się na planie poszczególnych modeli w poszczególnych lokacjach, rozpiską atrakcji (a nawet przekąsek i drzemek!) dla biorących udział w sesji małych modeli. Nasze mieszkania wyglądały, jak dzień przed Gwiazdką – pełno było w nich toreb podpisanych imionami modeli, z zapakowanymi  ubraniami i rekwizytami.

Dzień sesji zapamiętamy na długo. Zdjęcia powstawały z udziałem dwunastki małych i czworga dorosłych modeli, przy udziale dwóch fotografów i dwóch stylistów oraz rzeszy naszych przyjaciół – rodziców naszych modeli, którzy pomagali nam zapanować nad tym całym zamieszaniem. Każdy dał z siebie wszystko, a pogoda była idealna. Po ponad dziesięciu godzinach pracy wszyscy wróciliśmy do domu wykończeni, ale jednocześnie bardzo zadowoleni z przebiegu dnia zdjęciowego. Dwa dni później przesłana nam do selekcji pula ponad setki wstępnych wersji zdjęć wycisnęła nam łzy wzruszenia z oczu. Wiedziałyśmy, że cały włożony w sesję wysiłek opłacił się.

Pominiemy tu już perypetie związane z technicznymi aspektami sklepu. Musimy jednak wyrazić wprost niewypowiedzianą wdzięczność naszemu Dobremu Duchowi, który stanowił dla nas - szczególnie w ostatnich dniach i tygodniach – dwudziestoczterogodzinny support online. Ze stoickim spokojem pokazywał, tłumaczył, kodował, likwidował bariery dla naszych pomysłów i naprawiał to, co psułyśmy. Dzięki niemu efekt przerósł nasze oczekiwania. Bez niego ta metamorfoza nie doszłaby do skutku.

Dziś chcemy podziękować każdemu, kto choćby w najmniejszym stopniu brał udział w powstawaniu naszego nowego sklepu. Bez Was nie udałoby się nam tego zrobić! Mamy sklep, do którego z dumą wszystkich zapraszamy, bo opowiada on PRAWDZIWĄ HISTORIĘ O NAS.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl